Prezes UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające dotyczące podejrzenia zmowy na rynku pracy. Sprawa obejmuje Lidla oraz cztery firmy przewozowe współpracujące z siecią handlową. Kontrolerzy urzędu, za zgodą sądu i w asyście policji, przeszukali biura przedsiębiorstw, a zebrane materiały trafiły już do analizy.
Przewoźnicy mieli nie rywalizować o pracowników
Według UOKiK podejrzewane porozumienie mogło zakładać, że firmy obsługujące centra dystrybucyjne Lidla nie będą przejmować od siebie kierowców. W praktyce oznaczałoby to ograniczenie możliwości zmiany pracy przez zatrudnionych, a więc uderzenie w jeden z podstawowych mechanizmów rynku — swobodną konkurencję o człowieka, jego czas, kwalifikacje i gotowość do jazdy w trasę.
Urząd wskazuje również, że podejrzenia dotyczą zakazu przejmowania podwykonawców, czyli mniejszych firm wykonujących przewozy towarów na zlecenie spedytorów.
Sieć mogła stworzyć mechanizm blokujący zmianę pracy
Z komunikatu wynika, że Lidl mógł odegrać rolę w utrzymaniu takiego układu. Sieć miała potencjalnie uniemożliwiać wjazd do swoich centrów dystrybucyjnych kierowcom, którzy wcześniej pracowali u danego przewoźnika. Jeśli te ustalenia się potwierdzą, sprawa nie będzie dotyczyć tylko relacji między firmami, lecz także faktycznego ograniczania mobilności pracowników.
To brzmi technicznie, niemal regulaminowo, lecz dla kierowcy może oznaczać coś bardzo konkretnego: mniej ofert, słabszą pozycję w rozmowie o pensji i poczucie, że rynek pracy nagle robi się mniejszy, niż powinien.
Na razie sprawa, nie zarzuty wobec firm
UOKiK podkreśla, że postępowanie toczy się na razie w sprawie, a nie przeciwko konkretnym przedsiębiorcom. Jeśli zebrany materiał potwierdzi podejrzenia, urząd może rozpocząć postępowanie antymonopolowe i postawić zarzuty konkretnym podmiotom. Za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję grozi kara do 10 proc. obrotu przedsiębiorcy, a menedżerowie odpowiedzialni za zmowę mogą zapłacić do 2 mln zł.