Spór jednego kredytobiorcy z bankiem może wpłynąć na praktykę sądów w całej Polsce. Sąd w Białymstoku zauważył w umowie uchybienie, którego nie wskazali ani klient, ani jego pełnomocnik. Teraz TSUE ma rozstrzygnąć, czy sędzia powinien samodzielnie szukać podobnych naruszeń.
Błąd, którego zabrakło w pozwie
Sprawa dotyczy kredytu z 2017 r. Klient domaga się zwrotu ponad 43 tys. zł odsetek i kosztów, powołując się na sankcję kredytu darmowego. W pozwie wskazał kilka nieprawidłowości, jednak sąd dostrzegł kolejną – niejasny opis zasad wcześniejszej spłaty.
Problem polega na tym, że właśnie tego naruszenia kredytobiorca nie wymienił w swoim żądaniu. Stawką nie jest więc wyłącznie ocena jednej umowy, lecz odpowiedź na pytanie, jak aktywną rolę powinien pełnić sąd w sporze konsumenta z bankiem.
Urzędy podzielone na dwa obozy
Ministerstwo Sprawiedliwości i Komisja Nadzoru Finansowego uznały, że sąd nie musi wykraczać poza zarzuty klienta, szczególnie gdy reprezentuje go zawodowy prawnik. Odmienne stanowisko zajęli UOKiK oraz Rzecznik Finansowy. Ich zdaniem ochrona konsumenta wymaga, aby sędzia sprawdził umowę również pod kątem błędów pominiętych w pozwie.
Co ciekawe, instytucje powołały się na wcześniejsze orzeczenia TSUE, lecz wyciągnęły z nich przeciwne wnioski – prawnicza zgodność, jak widać, czasem kończy się już na numerze wyroku.
Wyrok może wpłynąć na tysiące postępowań
Od stycznia do czerwca 2026 r. do sądów wpłynęło 11 247 nowych spraw dotyczących sankcji kredytu darmowego. Pozwala ona konsumentowi oddać wyłącznie pożyczony kapitał, jeżeli bank naruszył obowiązki informacyjne.
Treść oficjalnego stanowiska Polski pozostaje niejawna, a termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony. Odpowiedź Trybunału może jednak przesądzić, czy sądy mają jedynie oceniać argumenty prawników, czy także samodzielnie wychwytywać błędy ukryte w kredytowych umowach.