Prokuratura Regionalna w Łodzi postawiła zarzuty byłemu dyrektorowi departamentu jednego z ogólnopolskich banków. Sprawa dotyczy sprzedaży certyfikatów dwóch funduszy inwestycyjnych, które klienci mieli postrzegać jako bezpieczne i rentowne produkty finansowe. Według śledczych rzeczywistość wyglądała znacznie gorzej: inwestorzy stracili łącznie ponad 8,8 mln zł, a podejrzanemu grozi do 10 lat więzienia.
Bank sprzedawał produkt, którego ryzyka klienci mieli nie znać
Z ustaleń prokuratury wynika, że były dyrektor nadzorował sprzedaż certyfikatów funduszy w placówkach bankowych. Problem polegał na tym, że fundusze miały nie prowadzić inwestycji pozwalających na zwrot pieniędzy z własnych dochodów. Wypłaty dla wcześniejszych inwestorów zależały od środków wpłacanych przez kolejne osoby, czyli od mechanizmu kojarzonego z piramidą finansową.
To szczególnie mocny zarzut, bo w banku klient przychodzi z innym poziomem zaufania niż do przypadkowego sprzedawcy obiecującego złote góry. I właśnie dlatego obowiązek rzetelnej informacji nie jest tu dodatkiem do procedury, lecz jej sednem.
Śledczy wskazują na zatajone informacje
Według prokuratury podejrzany nie przekazał pracownikom prowadzącym sprzedaż danych o faktycznym modelu działania funduszy. Miał też zataić, że bank nie przeprowadził własnej analizy działalności inwestycyjnej tych podmiotów, opierając się na informacjach pochodzących od emitenta certyfikatów.
W efekcie klienci mieli otrzymywać nieprawdziwy obraz bezpieczeństwa i opłacalności inwestycji. Decyzje o ulokowaniu pieniędzy podejmowali więc na podstawie informacji, które — według śledczych — pomijały kluczowe ryzyka.
Fundusze zlikwidowano, a straty zostały
Sytuacja finansowa funduszy pogorszyła się na tyle, że w 2024 roku doszło do ich likwidacji. Klienci banku stracili połowę zainwestowanych pieniędzy, a łączna wartość strat przekroczyła 8,8 mln zł. Sprawę prowadzi Prokuratura Regionalna w Łodzi, a były dyrektor odpowiada za oszustwo na szkodę klientów.