Tegoroczne lato nie przyniosło właścicielom kotłów na biomasę zwyczajowego oddechu. Zamiast spokojnych zakupów i niższych cen pojawiły się nerwowość, ograniczona podaż i szybkie uzupełnianie zapasów. W sierpniu tona pelletu drzewnego kosztuje zwykle 1500–2100 zł, a lokalnie nawet 2500 zł.
Popyt rośnie, surowca brakuje
Jednym z głównych powodów podwyżek jest zwiększone zainteresowanie pelletem. Wiele osób nie czeka już na początek sezonu grzewczego i kupuje opał z wyprzedzeniem, pamiętając o wcześniejszych problemach z jego dostępnością.
Na rynek działa jednak także druga siła – ograniczona ilość trocin i zrębków potrzebnych do produkcji. Spowolnienie w branży drzewnej i meblarskiej zmniejszyło dostępność tych surowców. Do tego dochodzą ograniczenia importowe: dostawy z Białorusi praktycznie zniknęły po wprowadzeniu sankcji, a import z Ukrainy pozostaje utrudniony przez wojnę.
Pellet jest nawet o połowę droższy
Najtańsze partie opału szybko znikają ze składów, a w części kraju cena jednej tony sięga już 2200–2500 zł. To około 50 proc. więcej niż w 2025 r. Sierpień, który zwykle był dobrym momentem na spokojne przygotowanie opału na zimę, tym razem przypomina raczej początek sezonowego wyścigu.
Rynek szuka alternatyw
Polska Rada Pelletu proponuje ulgę podatkową dla osób kupujących certyfikowany pellet klasy A1 oraz rozwój produkcji agropelletu z biomasy rolniczej. To jednak perspektywa na przyszłość.
Już teraz część właścicieli kotłów szuka tańszych zamienników, np. pelletu z pestek słonecznika. Tu warto zachować ostrożność – nie każde urządzenie może bezpiecznie spalać takie paliwo, a źle dobrany granulat może zwiększać korozję, powodować spieki i nawet oznaczać utratę gwarancji.