Długi czerwcowy weekend pokazał, że polska energetyka coraz częściej mierzy się z problemem, który jeszcze niedawno brzmiał niemal abstrakcyjnie: prądu bywa za dużo. Słoneczna pogoda, niższe zapotrzebowanie w dni wolne i wysoka produkcja z fotowoltaiki sprawiły, że Polskie Sieci Elektroenergetyczne musiały ograniczać pracę części instalacji OZE, aby utrzymać stabilność systemu.
Nadwyżka prądu wymusiła awaryjne decyzje
W dniach wolnych, 4, 6 i 7 czerwca, PSE zastosowały redysponowanie nierynkowe, czyli poleciły odłączenie części źródeł odnawialnych od sieci. W szczytowych momentach ograniczenia obejmowały instalacje o łącznej mocy przekraczającej 2 GW. Piątek, jako zwykły dzień pracy, okazał się wyjątkiem, bo przemysł i firmy zużywały więcej energii.
Operator najpierw ogranicza produkcję elektrowni węglowych i gazowych oraz próbuje eksportować nadwyżki za granicę. Dopiero gdy te działania nie wystarczają, sięga po wyłączenia farm słonecznych i wiatrowych. Brzmi brutalnie, ale w energetyce romantyzm kończy się tam, gdzie zaczyna się bilansowanie sieci.
Ujemne ceny na giełdzie i utracona energia
Nadmiar zielonego prądu przełożył się także na ceny. W niedzielę jeden z instrumentów rozliczeniowych na Towarowej Giełdzie Energii spadł do poziomu minus 100 zł za MWh. Taka sytuacja oznacza, że wytwórcy wolą dopłacić do odbioru energii, niż ponosić koszty techniczne związane z wygaszaniem i ponownym uruchamianiem dużych bloków.
Według danych przywołanych w tekście, do końca maja przez przymusowe wyłączenia utracono już blisko 0,9 TWh czystej energii. Główny problem pozostaje ten sam: brakuje dużych magazynów, które mogłyby przechować nadwyżki z południa i oddać je do systemu wieczorem.
Prosumentów czeka trudniejsza kalkulacja
Większość gospodarstw domowych nie odczuwa ujemnych cen bezpośrednio, bo korzysta z rozliczeń opartych na dłuższych kontraktach. Inaczej wygląda sytuacja części prosumentów, zwłaszcza tych, którzy zamontowali panele po 1 kwietnia 2022 r. i działają w systemie net-billingu.
W tym modelu nadwyżki energii sprzedaje się po cenach rynkowych. Gdy w słoneczny weekend stawki spadają bardzo nisko albo poniżej zera, prąd oddawany do sieci traci wartość. Transformacja energetyczna doszła więc do etapu, w którym same panele już nie wystarczą — potrzebne są magazyny energii i sieć gotowa na nadmiar produkcji.