„Nieśpieszny” rusza w trasę. PKP sprzedaje podróż, w której liczy się sama droga

PKP Intercity uruchamia projekt, który trudno traktować jak zwykłe połączenie kolejowe. „Nieśpieszny” ma przewieźć pasażerów nie tylko z miasta do miasta, lecz także do wyobrażenia o podróży sprzed dekad — wolniejszej, bardziej materialnej, osadzonej w detalu. Zainteresowanie okazało się natychmiastowe, bo bilety na pierwszy kurs zniknęły w godzinę.

Retro nie kończy się tu na nazwie

„Nieśpieszny” powstał z okazji 25-lecia PKP Intercity oraz 100-lecia kolei w Polsce po odzyskaniu niepodległości. Dla tego projektu przewoźnik stworzył osobną kategorię handlową — ICN, czyli Intercity Nieśpieszny. Sama nazwa brzmi jak deklaracja, a zarazem jak lekki bunt wobec epoki, która wszystko mierzy tempem, skrótem i przesiadką.

Skład ma sześć wagonów pierwszej i drugiej klasy z lat 70. i 80., utrzymanych w oliwkowej kolorystyce. Jest też wagon bagażowo-rowerowy. W środku zachowano dawny układ wnętrz, charakterystyczną tapicerkę i zasłonki, a za odświeżenie taboru odpowiadały zakłady PKP Intercity Remtrak w Idzikowicach i Warszawie. To nie jest stylizacja zrobiona po łebkach — rzecznik przewoźnika przyznał, że do odtworzenia poszyć foteli sprowadzano nici aż z Indii. W takim projekcie właśnie szczegół robi robotę.

W Warsie też cofnięto zegarek

Klimat dawnej podróży kończy się dopiero przy stoliku, bo w składzie znalazł się wagon barowy WARS Retro z menu inspirowanym kolejową gastronomią sprzed lat. Można zamówić chleb ze smalcem i ogórkiem, flaki, żurek, bigos, kotleta mielonego, schabowego czy szarlotkę. Do tego oranżada w losowym kolorze i kompot — zestaw, który bardziej budzi wspomnienie niż głód, choć zapewne jedno i drugie.

Wypowiedzi przedstawicieli PKP pokazują zresztą jasno, że chodzi o coś więcej niż jednorazową atrakcję dla pasjonatów kolei. „Nieśpieszny” ma przyciągnąć także tych pasażerów, którzy na co dzień nie myślą o podróży pociągiem jako o doświadczeniu samym w sobie. Tu właśnie tkwi sedno tego pomysłu — sprzedać trasę jako część przeżycia, a nie wyłącznie środek do celu.

Czas przejazdu staje się częścią biletu

Ceny biletów mieszczą się w przedziale od 60 do 300 zł, a według rzecznika taryfa pozostaje standardowa i kilometrowa. Koszt całego przedsięwzięcia liczony jest w milionach złotych, jednak przewoźnik zakłada, że projekt będzie na siebie zarabiał. Patrząc na tempo sprzedaży, trudno uznać to za czczy optymizm. Większość miejsc na kolejne kursy już się wyprzedała, a majówkowe przejazdy zniknęły z oferty.

Najbardziej charakterystyczny pozostaje jednak czas podróży. Pociąg z Warszawy do Zakopanego pojedzie 10 godzin i 22 minuty. W realiach, w których wszystko ma być „na już”, taka liczba mogłaby odstraszać. Tymczasem właśnie ona stała się częścią uroku przedsięwzięcia. Projekt wyraźnie wpisuje się w modę na slow tourism, choć w tym przypadku nie chodzi wyłącznie o trend. Chodzi o prostą, trochę zapomnianą przyjemność bycia w drodze — bez pośpiechu, bez presji, z widokiem za oknem i z poczuciem, że podróż znowu ma własny ciężar.