Wtorkowe ceny paliw przynoszą ruch, na który kierowcy czekali od dawna — i trudno udawać, że to drobiazg. Olej napędowy spada do 6,92 zł za litr, a więc przebija granicę, która przez wiele miesięcy działała nie tylko na portfele, lecz także na nastroje. Benzyna Pb95 ma kosztować maksymalnie 6 zł, a Pb98 — 6,54 zł. Sam fakt obniżki nie zamyka jednak sprawy, bo za tymi liczbami stoi cały mechanizm regulacji, politycznych decyzji i napięć na światowym rynku ropy.
Nowe stawki na wtorek i wyraźny sygnał dla rynku
Z opublikowanego obwieszczenia wynika, że od wtorku 21 kwietnia maksymalna cena litra Pb95 wyniesie 6 zł, Pb98 — 6,54 zł, a diesla — 6,92 zł. W przypadku oleju napędowego to moment symboliczny, bo mowa o pierwszym zejściu poniżej 7 zł od czasu kryzysu paliwowego związanego z wojną na Bliskim Wschodzie.
Jeszcze w poniedziałek pułapy wyglądały wyżej. Benzyna 95 kosztowała maksymalnie 6,03 zł za litr, benzyna 98 — 6,57 zł, a diesel 7,07 zł. Różnice wydają się niewielkie, lecz przy regularnym tankowaniu szybko przestają być wyłącznie kosmetyką. Kierowca widzi na pylonie kilka groszy mniej, a w praktyce dostaje sygnał, że presja cenowa, przynajmniej chwilowo, lekko odpuszcza.
Jak działa mechanizm ceny maksymalnej
Stawki nie biorą się z politycznej intuicji ani z nastroju dnia. Mechanizm „CPN” opiera się na konkretnym algorytmie. Uwzględnia średnią arytmetyczną hurtowych cen paliw z poprzedniego dnia roboczego, raportowanych przez pięciu największych uczestników rynku. Do tego dochodzą VAT, akcyza, opłata paliwowa oraz stała kwota 30 groszy za litr, która ma pokrywać operacyjne koszty sprzedaży.
Ogłoszona cena zaczyna obowiązywać dzień po publikacji w Monitorze Polskim, co nadaje całemu systemowi formalny i przewidywalny charakter. Osobno funkcjonuje autogaz, który nie został objęty pakietem osłonowym — jego średnia cena w Polsce wynosi obecnie 3,84 zł za litr.
Taniej na stacjach, nerwowo na rynku ropy
Wtorkowa obniżka nie oznacza pełnego spokoju. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański ocenił, że rezygnacja z obniżonej stawki VAT oraz niższej akcyzy na paliwa na początku maja byłaby jeszcze zbyt wczesna. Trudno się temu dziwić, skoro równolegle rośnie cena ropy na światowych rynkach.
W poniedziałek baryłka Brent kosztowała 94,5 dolara, rosnąc o 3,2 proc., a amerykańska WTI osiągnęła poziom 87 dolarów, ze wzrostem o 2 proc. Powód pozostaje ten sam — eskalacja napięcia na Bliskim Wschodzie. I właśnie tutaj pojawia się dobrze znany zgrzyt: kierowca widzi niższą cenę przy dystrybutorze, a gdzieś w tle rynek już szykuje kolejny rachunek.