Tania żywność nie potrwa wiecznie. Ekonomiści wskazują, kiedy ceny znów ruszą w górę

Polacy mogą dziś odczuwać pewną ulgę przy sklepowych półkach. W lipcu żywność była średnio o 0,8 proc. tańsza niż rok wcześniej, choć ogólna inflacja wyniosła 3 proc. Ten korzystny obraz może jednak nie przetrwać długo — ekonomiści spodziewają się, że w 2027 r. ceny jedzenia ponownie wyraźnie przyspieszą.

Masło, mleko i owoce ciągną ceny w dół

Obecna deflacja żywności wynika z nałożenia się kilku sprzyjających zjawisk. Tanieją wieprzowina i produkty mleczne, a ceny owoców i warzyw spadły mocniej, niż wynikałoby to z typowej sezonowości.

Masło i inne tłuszcze mleczne kosztują o 24,5 proc. mniej niż przed rokiem, mleko potaniało o 6 proc., a jabłka nawet o 25 proc. Zaskoczenie jest tym większe, że wcześniejsze przymrozki i susze sugerowały raczej wzrost cen owoców. Ekonomiści wskazują jednak na większy napływ tańszego importu z południa Europy.

Za rok sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej

Obecny spokój na rynku żywności ma charakter cykliczny. Ekonomiści spodziewają się, że jeszcze w sierpniu utrzyma się deflacja, lecz później presja cenowa zacznie narastać. Pod koniec roku mogą drożeć produkty mleczne, a w 2027 r. również wieprzowina.

Najbardziej pesymistyczny scenariusz zakłada, że w drugiej połowie 2027 r. inflacja cen żywności może zbliżyć się do 7 proc. To już poziom, którego trudno nie zauważyć podczas zwykłych zakupów.

Nawozy i pogoda dokładają ryzyka

Na przyszłe ceny żywności coraz mocniej wpływają koszty produkcji. Nawozy fosforowe kosztują około 736 euro za tonę, a napięcia na Bliskim Wschodzie dodatkowo komplikują sytuację na rynku gazu i transportu.

Rolnicy, którzy kupią drogie nawozy przed kolejnym sezonem, przeniosą część tych kosztów na przyszłe zbiory. Do tego dochodzą susze, upały, pożary i zaburzenia transportu zbóż z Ukrainy oraz Rosji. Dzisiejsze tanie zakupy mogą więc okazać się raczej krótką przerwą niż początkiem trwałego trendu.