Narzędzia AI miały upraszczać codzienne obowiązki, lecz w administracji coraz częściej przynoszą skutek odwrotny. Urzędy i samorządy odnotowują wyraźny wzrost liczby wniosków, zgłoszeń oraz próśb o informacje. Część instytucji wiąże tę falę z tekstami tworzonymi przez sztuczną inteligencję.
Liczba wniosków rośnie w szybkim tempie
Do Regionalnej Izby Obrachunkowej w Opolu w 2024 r. wpłynęły 33 wnioski o kontrolę i informacje sygnalne, rok później było ich 58, a w pierwszej połowie 2026 r. już 69. Podobny trend zauważyły izby w Kielcach i Katowicach. Więcej zgłoszeń konsumenckich otrzymuje również UOKiK, a urzędy miejskie we Wrocławiu i Krakowie częściej odpowiadają na wnioski o dostęp do informacji publicznej.
W części instytucji półroczny wynik przekroczył już liczbę pism z całego poprzedniego roku.
Urzędnicy rozpoznają styl AI
Dokumenty tworzone przez algorytmy często mają podobną konstrukcję. Są długie, schematyczne i pełne wyróżnień, a przywołane przepisy lub wyroki nie zawsze pasują do opisywanej sprawy. Bywa też mniej subtelnie. Urząd Regulacji Energetyki otrzymywał pisma, w których autorzy pozostawili instrukcje kierowane do programu.
Taki ślad trudno pomylić z urzędniczym formalizmem – nawet administracja nie wpisuje przecież do pisma polecenia, by sztuczna inteligencja napisała je bardziej przekonująco.
Dłuższe pismo oznacza więcej pracy
Rozbudowane dokumenty wymagają dokładnej analizy, szczególnie gdy zawierają wiele podstaw prawnych lub informacje wygenerowane błędnie. RIO w Opolu kupiła narzędzie pomagające oceniać, czy tekst powstał przy użyciu AI. Nie rozwiązuje to jednak zasadniczego problemu, ponieważ każde zgłoszenie nadal trzeba przeczytać i zweryfikować.
Większość urzędów nie zmieniła dotychczas procedur. Sztuczna inteligencja oszczędza więc czas autorom pism, ale koszt tej wygody coraz częściej ponoszą osoby, które muszą na nie odpowiedzieć.