Państwo ustala stawkę przy dystrybutorze. Od wtorku nowe limity cen paliw

Od wtorku kierowcy zobaczą na stacjach nowe maksymalne ceny paliw, ustalone w ministerialnym obwieszczeniu. Dla benzyny Pb95 limit wynosi 6,12 zł za litr, dla Pb98 — 6,70 zł, a dla oleju napędowego — 7,58 zł. Rząd próbuje w ten sposób utrzymać kontrolę nad rynkiem, który od kilku tygodni reaguje na napięcia na Bliskim Wschodzie szybciej niż konsumenci zdążą przywyknąć do nowych cyfr na pylonach.

Nowe stawki zaczną obowiązywać już 14 kwietnia

Decyzja ministra energii oznacza, że od wtorku 14 kwietnia stacje paliw nie będą mogły sprzedawać paliwa powyżej wskazanych poziomów. Najważniejsze liczby są jasne: Pb95 maksymalnie 6,12 zł za litr, Pb98 — 6,70 zł, a diesel — 7,58 zł. W praktyce dla kierowców liczy się właśnie ten moment — dzień po publikacji obwieszczenia ceny mają zostać dostosowane do nowego limitu.

To element szerszego mechanizmu, który działa od 31 marca i obejmuje wszystkie stacje paliw w Polsce. Państwo weszło tu w rolę arbitra, który każdego dnia roboczego wyznacza górną granicę ceny. Z jednej strony to forma osłony dla klientów, z drugiej — bardzo wyraźny sygnał, że rynek paliw przestał być obszarem, który rząd chce zostawić wyłącznie własnej dynamice.

Minister będzie ogłaszał limit codziennie

Kolejne obwieszczenie ma zostać wydane już następnego dnia. Tak właśnie skonstruowano ten system — cena maksymalna nie jest ustalana raz na tydzień czy miesiąc, lecz każdego dnia roboczego. Ma to pozwolić na szybszą reakcję na zmiany cen hurtowych i sytuację międzynarodową, która od końca lutego pozostaje wyjątkowo nerwowa.

Nowe zasady muszą respektować około 3,5 tys. przedsiębiorców prowadzących stacje paliw w Polsce. Tu kończy się pole do interpretacji, bo za sprzedaż paliwa powyżej ustalonego limitu grozi grzywna do 1 mln zł, nakładana przez szefa Krajowej Administracji Skarbowej. To już nie jest miękka sugestia dla rynku, tylko twardy obowiązek z bardzo konkretną sankcją. W takim otoczeniu właściciele stacji nie analizują, czy system im odpowiada — analizują, jak szybko dostosować cenę.

Algorytm ma porządkować rynek w czasie paliwowej nerwowości

Rząd tłumaczy mechanizm prostym wzorem. Podstawę stanowi średnia arytmetyczna hurtowych cen paliw z poprzedniego dnia roboczego, raportowanych przez pięciu największych uczestników rynku. Do tego dochodzą VAT, akcyza, opłata paliwowa oraz stała kwota 0,30 zł na litr, która ma pokrywać operacyjne koszty sprzedaży. Konstrukcja jest więc administracyjna, ale oparta na danych rynkowych, a przynajmniej taki jest zamysł.

Tłem pozostaje wojna na Bliskim Wschodzie, rozpoczęta 28 lutego atakiem USA i Izraela na Iran. To właśnie ten konflikt podbił ceny ropy i gotowych paliw, a potem rachunek — jak zwykle — trafił do kierowców. W odpowiedzi rząd uruchomił pakiet „Ceny Paliwa Niżej”, próbując ograniczyć skalę podwyżek. Na dni wolne od pracy przewidziano zasadę ciągłości: obowiązuje cena ogłoszona w ostatnim dniu roboczym przed weekendem lub świętem i utrzymuje się aż do kolejnego dnia roboczego. System ma więc działać bez przerw, bo rynek paliw, jak wiadomo, odpoczynku nie zna.