Polska kupuje ogórki za miliony. Hiszpania trzyma mocną pozycję

Styczniowy import ogórków do Polski pokazuje coś, co dla rynku warzyw pozostaje dość oczywiste, choć skala nadal robi wrażenie. Do kraju trafiło 11,55 tys. ton ogórków o łącznej wartości 106,9 mln zł, a największą część tego wolumenu zapewnili zagraniczni dostawcy z południa Europy. W środku zimy trudno oczekiwać, że krajowa produkcja udźwignie cały popyt, więc handel działa według prostych zasad — tam, gdzie brakuje towaru, wchodzi import.

Hiszpania na czele, Grecja i Turcja tuż za nią

Największym dostawcą ogórków do Polski pozostaje Hiszpania. W styczniu 2026 roku z tego kraju sprowadzono 3,66 tys. ton warzyw o wartości 36,77 mln zł, a średnia cena wyniosła 10,05 zł za kilogram. To oznacza, że hiszpański kierunek odpowiadał za około jedną trzecią całego importu, co samo w sobie mówi bardzo wiele o układzie sił na rynku.

Drugie miejsce zajęła Grecja z wynikiem 3,34 tys. ton i wartością 28,70 mln zł. Średnia cena ogórków z tego kraju ukształtowała się na poziomie 8,58 zł/kg. Zaraz za nią znalazła się Turcja, która dostarczyła 2,14 tys. ton za 14,51 mln zł. To właśnie turecki towar miał najniższą cenę wśród głównych dostawców — 6,77 zł/kg — co wyraźnie wzmacniało jego konkurencyjność.

Niemcy drożej, mniejsze kierunki też dokładają swoje

Tuż za pierwszą trójką uplasowały się Niemcy. Do Polski przyjechało stamtąd 1,46 tys. ton ogórków o wartości 17,12 mln zł, a średnia cena sięgnęła 11,75 zł/kg. To jeden z najwyższych poziomów wśród głównych kierunków dostaw, co dobrze pokazuje, że sam wolumen nie przesądza jeszcze o pozycji cenowej.

W dalszej kolejności pojawiły się mniejsze źródła importu. Z Finlandii sprowadzono 333 tony za 3,21 mln zł, z Ukrainy 155 ton za 1,72 mln zł, a z Maroka 149 ton o wartości 1,90 mln zł. Na liście znalazły się także Bułgaria, Białoruś, Holandia i Portugalia. To już skala wyraźnie mniejsza, ale w handlu świeżymi warzywami nawet takie kierunki mają znaczenie, bo rynek bardzo rzadko opiera się wyłącznie na kilku państwach.

Zimą import staje się dla rynku czymś całkowicie naturalnym

Styczeń od lat pozostaje okresem wzmożonego napływu ogórków z zagranicy i trudno widzieć w tym coś nadzwyczajnego. Krajowa produkcja w tym czasie pozostaje ograniczona, ponieważ koszty są wysokie, a ryzyko po stronie producentów rośnie. Rynek reaguje więc dokładnie tak, jak zwykle reaguje handel — sięga po dostawy z państw, które w danym momencie mogą zapewnić większą dostępność towaru.

W praktyce oznacza to, że zimowy ogórek w polskim sklepie bardzo często ma za sobą dłuższą trasę, niż mogłoby się wydawać przy szybkim spojrzeniu na półkę. Liczby z początku 2026 roku pokazują to wyjątkowo wyraźnie — za tym jednym, pozornie zwyczajnym warzywem stoi handel liczony już nie w skrzynkach, lecz w dziesiątkach milionów złotych.