Paliwo lotnicze drożeje gwałtownie. Rząd przyznaje, że problem już widać

Sytuacja na rynku energii coraz wyraźniej odbija się na transporcie lotniczym. Tym razem chodzi o paliwo jet, którego cena — jak przyznał minister energii Miłosz Motyka — wzrosła do poziomu około dwukrotnie wyższego niż przed wybuchem obecnego kryzysu na Bliskim Wschodzie. To sygnał poważny, bo w lotnictwie koszt paliwa nigdy nie jest drobnym dopiskiem w tabeli, tylko jednym z kluczowych elementów całej układanki.

Minister mówi wprost: paliwo jet stało się dużym problemem

We wtorkowej rozmowie w programie „Onet Rano” minister energii przyznał, że rząd będzie mierzył się z presją cenową tak długo, jak długo utrzyma się obecny kryzys. Najmocniej wybrzmiała jedna informacja: cena paliwa lotniczego jet jest dziś około dwa razy wyższa niż przed końcem lutego, czyli sprzed zaostrzenia konfliktu na Bliskim Wschodzie.

To wzrost, którego nie da się zbyć wzruszeniem ramion. W przypadku lotnictwa każda taka zmiana natychmiast przekłada się na koszty przewoźników, a później — wcześniej czy później — zaczyna wpływać także na siatkę połączeń i decyzje biznesowe. Rynek może jeszcze próbować to amortyzować, ale rachunek i tak w końcu trafia na stół.

Niedoborów nie ma, lecz przewoźnicy już reagują

Z wypowiedzi ministra wynika, że polscy dostawcy nie sygnalizują obecnie ryzyka braków paliwa jet. To ważna wiadomość, bo sama drożyzna to jedno, a fizyczny niedobór oznaczałby już znacznie poważniejszy problem dla całego sektora. Na razie chodzi więc o koszt, nie o dostępność — i to rozróżnienie ma dziś ogromne znaczenie.

Jednocześnie pojawiają się sygnały, że część linii lotniczych zaczyna dostosowywać się do nowych realiów. Minister wskazał szczególnie na przewoźników niskokosztowych, którzy mają ograniczać siatki połączeń. Trudno się temu dziwić. Model low-cost działa sprawnie tylko wtedy, gdy każdy element kosztowy pozostaje pod ścisłą kontrolą, a paliwo należy do tych pozycji, które potrafią rozsadzić najlepszy plan.

Rząd obserwuje także rynek paliw przy granicy

Resort energii nie rozważa obecnie wprowadzania limitów paliwowych, ale przygląda się zjawisku turystyki paliwowej do Polski. Chodzi o sytuację, w której kierowcy z zagranicy przyjeżdżają tankować w Polsce, korzystając z bardziej korzystnych cen. Minister zapowiedział, że pełne dane dotyczące ponad tygodnia funkcjonowania pakietu CPN mają pojawić się bardzo szybko.

W tym kontekście szczególnie istotna pozostaje zachodnia granica. Według danych przywołanych w materiale w Niemczech litr diesla w Wielkanoc kosztował średnio 2,44 euro, a benzyny Pb-95 2,19 euro. Różnica wobec cen w Polsce jest na tyle duża, że temat przestaje być lokalną ciekawostką, a zaczyna mieć znaczenie dla całego rynku. I właśnie tu widać, jak jeden kryzys potrafi uruchomić kilka równoległych napięć — od lotnisk po stacje paliw.