Tanie latanie może wkrótce stać się znacznie droższe. Michael O’Leary, szef Ryanaira, ostrzega przed wzrostem cen biletów i zamrożeniem wynagrodzeń pracowników. Winą obarcza rosnące koszty paliwa oraz politykę podatkową brytyjskiego rządu, któremu zarzuca brak realnego wsparcia dla przedsiębiorców.
Bilety lotnicze mogą podrożeć o 20 proc.
Wojna z Iranem mocno obciąża finanse przewoźnika. Ryanair spodziewa się wzrostu wydatków na paliwo o 2 mld euro, a jego zyski w okresie od kwietnia do września spadły o 15 proc.
Według O’Leary’ego pełne pokrycie dodatkowych kosztów wymagałoby podniesienia cen biletów o 20 proc. Oznaczałoby to wzrost średniej ceny z 50 do 60 euro. Szef linii przyznaje jednak, że pasażerowie mogą nie zaakceptować takiej podwyżki.
Przewoźnik rozważa więc zamrożenie płac m.in. w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Portugalii i Irlandii.
Szef Ryanaira krytykuje brytyjski rząd
O’Leary nie szczędzi ostrych słów premierowi Andy’emu Burnhamowi. Zarzuca jego gabinetowi składanie obietnic bez konkretnych działań.
Szczególnie krytykuje wyższy podatek od pasażerów lotniczych oraz planowaną opłatę od noclegów hotelowych. Jego zdaniem takie obciążenia mogą odstraszyć turystów i skłonić przewoźników do ograniczenia połączeń z Wielką Brytanią.
Kryzys może potrwać do wiosny
Ryanair dotychczas korzystał z kontraktów zabezpieczających ceny większości kupowanego paliwa. Wraz z ich wygasaniem przewoźnik będzie jednak bardziej narażony na rynkowe podwyżki.
O’Leary ostrzega, że branżę lotniczą czekają trudne miesiące, nawet do marca lub kwietnia 2027 roku. Nadzieję pokłada w porozumieniu USA z Iranem, które umożliwiłoby przywrócenie żeglugi przez cieśninę Ormuz.