Reforma wskaźników referencyjnych wchodzi w decydującą fazę. Od początku 2027 roku nowe umowy mają opierać się na PolSTR, choć banki podchodzą do niego z dużą rezerwą. W tle pojawiają się kary, ograniczenia licencyjne i projekt masowego aneksowania milionów umów kredytowych.
Banki dostają coraz mniej przestrzeni
GPW Benchmark ograniczyła możliwość stosowania WIBOR-u w nowych umowach do końca 2026 roku. Instytucje, które naruszą zasady licencji, mogą zapłacić karę równą trzykrotności opłaty licencyjnej, a brak podpisania aneksu grozi utratą prawa do korzystania ze wskaźnika.
Problem polega na tym, że banki nadal potrzebują WIBOR-u do obsługi już zawartych kontraktów. Formalnie mają więc wybór, lecz w praktyce trudno mówić o swobodzie decyzji. KNF zapowiada dodatkowo działania wobec podmiotów, które po 1 stycznia 2027 roku zastosują stary wskaźnik w nowych umowach.
Miliony klientów mogą dostać aneksy
Ministerstwo Finansów chce umożliwić zmianę oprocentowania w istniejących umowach poprzez masowe wysyłanie aneksów. Listy mogą trafić do ponad 3 mln kredytobiorców. Banki dostałyby dziewięć miesięcy na przeprowadzenie operacji, a klienci dwa miesiące na odpowiedź.
Resort sugeruje obniżenie marży, ale jednocześnie dopuszcza zastosowanie spreadu korygującego, który ma zabezpieczyć interes banków. I właśnie tu zaczyna się finansowa matematyka, której przeciętny klient raczej nie czyta dla przyjemności — choć to ona może zdecydować o wysokości raty.
PolSTR wciąż bez kredytowego przełomu
Nowy wskaźnik pojawił się dotąd głównie w obligacjach skarbowych. Banki obawiają się jego zmienności, skomplikowanego sposobu naliczania oraz ryzyka sporów sądowych. Część sektora rozważa wykorzystanie stopy referencyjnej NBP, która nie wymaga opłat licencyjnych i wydaje się bezpieczniejsza prawnie.
Reforma ma ruszyć za kilka miesięcy, lecz kampanii informacyjnej dla klientów nadal nie ma. Tymczasem skutki zmian mogą odczuć nie tylko kredytobiorcy, lecz także banki spółdzielcze, firmy i samorządy korzystające z umów opartych na WIBOR-ze.