Zamiast odbudowy – zarządzanie. Po zatrzymaniu Nicolasa Maduro prezydent Trump mówił o wenezuelskiej ropie ponad dwadzieścia razy. Nieprzypadkowo: kraj z największymi rezerwami na świecie znów znalazł się w centrum globalnych interesów. Tyle że ropa ta nie jest łatwa, a polityka wokół niej – jeszcze trudniejsza.
Krótkowzroczna interwencja w cieniu historycznych zależności
Kiedy Trump ogłasza, że USA będą „zarządzać Wenezuelą”, nie chodzi wyłącznie o politykę. Stawka to 300 miliardów baryłek ropy, której wydobycie wymaga jednak dekady i inwestycji rzędu 100 miliardów dolarów. Historia relacji obu krajów pokazuje, jak często ropa była narzędziem dominacji. Jeszcze w 1912 roku „New York Times” pisał o „rozkwicie” Wenezueli – po tym jak generał Gómez sprzedał koncesje Amerykanom i Brytyjczykom, tworząc fundamenty autorytarnej gospodarki. Kolejne dekady to mieszanka nacjonalizacji, arbitraży i wywłaszczeń, aż do momentu, w którym państwowa PDVSA została doprowadzona do ruiny. A dziś? Produkcja spadła poniżej miliona baryłek dziennie – mniej niż wydobywa sam Teksas.
Ropa jako narzędzie retoryki wyborczej
Trump nie ukrywa, że motywacją dla interwencji jest surowiec. Wskazuje rzekomo „skradzioną ropę” i zapowiada nadzór USA nad sprzedażą. To narracja skrojona pod krajowy elektorat, która zastąpiła wcześniejsze opowieści o narkobiznesie i wojnie z dyktaturą. Eksperci zwracają jednak uwagę, że taka wizja jest nie tylko uproszczona, ale i kosztowna – odbudowa sektora wymaga wysiłku, na który ani USA, ani Wenezuela nie są przygotowane. Brakuje personelu, sprzętu i pieniędzy, a ropa z Wenezueli jest trudna w wydobyciu i kosztowna w rafinacji.
Symboliczne zarządzanie, realne ryzyko
W praktyce Chevron – jedyne amerykańskie przedsiębiorstwo, które pozostało w Wenezueli po 2007 roku – zyskał wyłączność na wznowienie eksportu. Firma ma duże znaczenie, ale i ograniczenia. Z kolei większość rezerw to ropa ciężka i kwaśna, infrastruktura – archaiczna, a kraj – pogrążony w kryzysie. „To się może politycznie opłacić Trumpowi, ale niekoniecznie Ameryce” – komentuje Parsifal D’Sola. I trudno się nie zgodzić. Ropa dla USA jest dzisiaj surowcem strategicznym, ale też narzędziem nacisku. A Wenezuela – bardziej polem geopolitycznej gry niż podmiotem własnej przyszłości.