Amerykanie na Grenlandii. Trump rozgrywa scenariusz z rosyjskiego podręcznika

Donald Trump po raz kolejny udowadnia, że granice dyplomacji traktuje jak sugestie. Jego działania wobec Grenlandii nie tylko zaskoczyły Duńczyków, ale też zmusiły ich do analiz, które jeszcze kilka lat temu zarezerwowane były dla scenariuszy dotyczących Moskwy. Tyle że tym razem to nie Rosja, lecz formalny sojusznik z NATO gra pierwsze skrzypce.

Doktryna Gierasimowa w wersji amerykańskiej?

Po kontrowersyjnych słowach Trumpa o możliwości siłowego przejęcia Grenlandii w styczniu 2025 roku, na wyspie zaczęły się dziać rzeczy trudne do zignorowania. Wysoki rangą oficer duńskiej armii mówi wprost: Stany Zjednoczone krok po kroku realizują na Grenlandii elementy „doktryny Gierasimowa” – strategii rosyjskiego generała zakładającej działania hybrydowe, chaos informacyjny i operacje wpływu. Przez rok USA prowadziły ofensywę miękką: nieudana wizyta wiceprezydenta, tajemnicze działania agenturalne, oskarżenia o infiltrację społeczeństwa i liczne wizyty osób z kręgu Trumpa. Na koniec – nominacja specjalnego wysłannika do Grenlandii, która rozsierdziła duńskie MSZ.

W tle surowce, Arktyka i globalna rywalizacja

Stany Zjednoczone od dekad mają wojskową obecność na Grenlandii – z bazą Pituffik jako oczami wczesnego ostrzegania. Ale dziś to już nie tylko kwestia bezpieczeństwa. Topniejące lody Arktyki otwierają nowe szlaki transportowe i dostęp do zasobów, takich jak ropa, miedź, nikiel czy lit. Region staje się polem rywalizacji z Chinami i Rosją, a Grenlandia może być kartą przetargową. Dla Trumpa, który myśli również kategoriami biznesowymi, wyspa to potencjalna geopolityczna inwestycja życia. A pytanie, czy Duńczycy będą w stanie się jej przeciwstawić – pozostaje boleśnie otwarte.