Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio w sobotę wystąpi na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Europa spodziewa się spokojniejszego tonu niż w ubiegłym roku, ale trudno oczekiwać, by Rubio zrezygnował z zasadniczego przesłania: Stany Zjednoczone chcą, aby NATO wzięło większą odpowiedzialność — także finansową — za własne bezpieczeństwo.
Ameryka przesuwa uwagę
Rubio sygnalizował to już wcześniej: NATO musi zostać „przeprojektowane”, bo USA nie mogą poświęcać się wyłącznie sprawom europejskim. Priorytety Waszyngtonu dryfują w stronę Indo-Pacyfiku i bezpieczeństwa wewnętrznego. Ograniczone zasoby i geopolityczne napięcia wymuszają nowe układy – mniej emocji, więcej rachunku zysków i strat.
W tym kontekście znaczenie Europy dla USA maleje. Nie chodzi o wycofanie wojsk, ale o większą elastyczność ich użycia i lepszy podział obowiązków. Sam Fleitz z America First Policy Institute tłumaczy: „Europa jest ważna, ale jej udział w globalnej potędze gospodarczej słabnie”. Jeśli więc Europa chce liczyć się w globalnej układance, musi zwiększyć zaangażowanie.
Trzy konkretne cele
Rubio zamierza postawić NATO trzy zadania. Po pierwsze – bezpieczeństwo Arktyki, gdzie rozgrywka o surowce i wpływy może wkrótce nabrać strategicznego wymiaru. Grenlandia pozostaje w centrum uwagi – nawet jeśli Trump chwilowo wycofał się z najbardziej kontrowersyjnych wypowiedzi.
Po drugie – ochrona podmorskich kabli komunikacyjnych, które stanowią kręgosłup cyfrowego świata. Sabotaż jednego z nich mógłby sparaliżować komunikację transatlantycką. A po trzecie – zapewnienie dostępu do metali ziem rzadkich, niezbędnych dla nowoczesnych technologii wojskowych. Jak zauważa Rubio: „Można wydać wszystkie pieniądze świata na broń. Ale jeśli brakuje specjalnego chipa, to mamy poważny problem.”
To już nie tylko ostrzeżenie, to plan działania. Tylko czy Europa gotowa jest, by go zrealizować?