Twórczość jest radością mojego życia

Patryk jako dziecko

Słyszałem historie, że byłem niezłym gagatkiem. Potrafiłem bez majtek wyskoczyć w zimę i biegać wokół domu krzycząc z radości wniebogłosy. A za mną babcia próbowała mnie złapać wywijając kijaszkiem. Życie wtedy smakowało inaczej. Miałem 4 lata.

Potem logika zaczęła zżerać mój umysł. Zafascynowały mnie cyferki, a ich manipulacja okazała się banalnie łatwa. W końcu nie wymagała wiele myślenia bo liczby odcisnęły w pamięci swój ślad. Pokochałem matematykę.

Z radości dzieciństwa szybko przeszedłem do mani nauki. Nie było roku bez świadectwa z paskiem. Właściwie mało pamiętam z tego okresu. Tylko kilka sytuacji, a każda z nich była szaleńczo twórcza.

W tym czasie dziadek uczył mnie rysować. Głównie konie. Wtedy po raz pierwszy poczułem przyjemność z tworzenia. Pamiętam również tamy na rzece, domki na drzewach i kryjówki, które budowaliśmy z przyjacielem tamtych lat.

Wszystko co było dziecięcą twórczością zapamiętałem bardzo dobrze. Nadal czuję na twarzy ciepło słońca tamtych dni, zapach siana, rzeki, leszczyny. Te chwile wspominam najlepiej. One mnie najbardziej ukształtowały.

A dni spędzone przed książkami? Próba osiągnięcia perfekcjonizmu? Walka o wysokie oceny, rywalizacja? Nie pamiętam tego czasu. Może dlatego odpuściłem z nauką w liceum.

Byłem wtedy niesamowicie zmęczony swoją drogą, która prowadziła prosto na studia informatyczne. Poczułem, że coś jest nie tak w moim życiu, gdzieś zbłądziłem.

Warto zmienić coś w życiu

Dwa lata w liceum obijałem się o ściany. Trzeciego roku zacząłem znów TO robić – rysować. Właściwie nie wiem jak to się zaczęło. Chyba od tak narysowałem koleżankę. Była okropnie brzydka. Oczywiście na rysunku. Nie przeszkadzało mi to, bo poczułem wtedy znów radość. Nieopanowaną wręcz pasję i potrzebę tworzenia. To gdzieś drzemało we mnie od czasów pamiętnego rysowania koni. Zbłądziłem, ale czy miałem odwagę to zmienić?

Raz kozie śmierć. Po prostu ubzdurałem sobie, że pójdę na ASP. Było to pół roku przed maturą. Zacząłem uczyć się Historii Sztuki. Sam, w domu. Maturę zdałem, na ASP się nie dostałem. Kto by pomyślał, że trzeba mieć teczkę i przejść egzamin? Próbowałem jeszcze dwa lata później, ale to już zupełnie inna historia.

=

Dostałem się za to na Wydział Sztuki UTH. Spontanicznie, pod koniec Października, bo przespałem rekrutację. Udało się. Tak zacząłem uczyć się rysować na poważnie. Wtedy nie zastanawiałem się nad tym, że marny z tego zarobek. Liczyła się wolność, mania tworzenia. Spędziłem w pracowni setki roboczogodzin. Od rana do wieczora. To był najlepszy okres w moim życiu.

Twórczość, kto tego spróbował nie jest w stanie przerwać. To niesamowite uczucie, które wyzwala się podczas kreowania czegoś zupełnie nowego. Nadaje życiu sens i budzi podziw. Trzeba jednak pamiętać, że jest harówką. Za każdym pięknym obrazem, rzeźbą, muralem, opowieścią kryje się tysiące godzin pracy, doskonalenia. Krew mnie zalewa jak typowy Kowalski w muzeum wyraża cenną opinię – To jest sztuka? Helena, sam bym zrobił to lepiej. – Ah, zalała mnie krew!

Swoją drogą, nie wierzę w talent. To tylko bariera wejścia do świata twórczości. Nie masz talentu? Więc nie zaczynaj… No właśnie, zacznij!

Ale o tym już jutro w kolejnej historii o 17:09 »

  • Ciekawa historia. Co do talentu to sentencja Sukces składa się w „8% z talentu, 2% ze szczęścia a reszta to ciężka praca” jest moim zdaniem baaaardzo prawdziwa! Choć mam nieodparte wrażenie, że te 8% jednak jest prawdziwie niezbędne:P

    • A tak się zastanawiam, skąd czerpiesz motywację do działania? Drugie pytanie, jak wyglądał pierwszy miesiąc Twojego bloga? Zajrzało wtedy chociaż 1000 osób?

  • Rysowanie należy do tych umiejętności, które zawsze chciałem posiadać. Niestety, rysunki w ogóle mi nie wychodzą. Dlatego jak rysuję to tworzę sztukę alternatywną 😛

    • Próg wejścia do świata rysunku jest bardzo niski. 15 minut dziennie przez rok, a gwarantuje, że nauczysz się to robić realistycznie. Z czasem takie rzeczy tworzyłem 🙂 3 lata praktyki od patykowych ludzików do tego.

  • Dorota Mazurkiewicz

    Fajna zachęta do wejścia w świata twórczości. Podoba mi się: chyba spróbuję coś namalować (jakąś abstrakcję na początek, to może nikt nie powie, że niem mam talentu:).

    • I jak, udało się coś namalować przez te dwa dni? 🙂

  • warto pielęgnować swoją pasję! Nie można marnować talentów:)!

    • Według mnie talent nie istnieje. To piękne słowo opisujące paranoję rozwoju jakiejś umiejętności. Fundamentem jest harówka, a spoiwem systematyczność. Poklask publiki to tylko efekt uboczny 🙂

TyDziennik | Patryk Korycki