Tajemnica sukcesu artysty

Eugene Delacroix obraz portret

Eugeniusz Delacroix interesował się rozwojem osobistym zanim to było modne, bo ponad 150 lat temu1. Wiedzę czerpał od znajomych, z książek i doświadczenia. Ta mieszanka rodziła nowe rozwiązania, które starał się wprowadzać w życie z różnym skutkiem. Co jednak ważne, te wszystkie zabiegi prowadziły go do chwili, gdy jeszcze długo po jego śmierci oddawano hołd jego twórczości. Osiągnął sukces jako artysta.

Przez całe życie harówka była najważniejszą dla niego kochanką. Czasem tylko ulegał swoim modelkom. W sercu miał wiele miłości i śmiało mógł ją dzielić pomiędzy kobiety, sztukę, a świat. Czasem na ten ostatni nie starczało uczucia i budził w nim obrzydzenie. W jego wypadku wystarczyło przespać się, a rzeczywistość znów nabierała koloru.

W pracowni spędził lwią część swojego życia. Często przychodził o 8 rano, żeby wyjść o 8 wieczorem. Była to jego produktywna paranoja: malarstwo i kolor. Nie ma innej drogi do mistrzostwa jak pasja szaleńca, który podporządkowuje każdą chwilę swojego życia jednemu celowi. Tak właśnie żył Eugeniusz, nie było dnia bez szkicu, nie było chwili bez przemyśleń na temat malarstwa. Nic dziwnego, że został uznany za wspaniałego kolorystę, wybitnego malarza, a jego obrazy z chęcią kupowano. Wszystko jest efektem jego paranoi.

W swoim dzienniku zapisywał często swoje pomysły i starał się rozszyfrować sposób malowania wielkich dzieł, które studiował zawzięcie. Nie kończył jednak na notowaniu. Wszystkie notki przekuwał w czyny, próbował, testował, popełniał błędy. Każdy pomysł stopniowo starał się wprowadzić w życie. Nie kończył na planowaniu, pustym gadaniu. To tajemnica jego sukcesu. On idei nadawał życie. Z samej pasji chleba nie będzie.

Najważniejsza na jego drodze do mistrzostwa była samodyscyplina. Gdy w pracowni nie miał sił do malowania postanowił, że będzie kłaść się wcześniej i wstawać wcześnie. Uznał także, że w samotności jest bardziej twórczy. Zatem w dzień starał się malować w odosobnieniu. Odbijał to sobie wieczorami na kolacjach w doborowym towarzystwie. To były dla niego chwile regeneracji.

Czasem oczywiście odpoczywał. Głównie w podróży, dzięki którym mógł walczyć ze swoimi nawykami. Często wtedy spacerował, weryfikując czy w dobrym kierunku zmierza jego sztuka. Wycieczki stały się także źródłem nowych tematów i odskocznią od gwarnego Paryża.

Sukces Eugeniusza upatruję w jego nieopanowanej pasji i poczuciu, że robi coś ważnego. Dzięki samodyscyplinie tworzył wspaniałe dzieła nie poprzestając na pomysłach. Ostatnim elementem tej układanki są znajomości. Dzięki nim poznawał zupełnie nowe sposoby malowania, przygotowania farb, czy łączenia kolorów. Uczestnictwo w życiu towarzyskim Paryża otworzyło przed nim wiele drzwi.

Źródła   [ + ]

TyDziennik | Patryk Korycki