Od IDEI do BZIKA, czyli o czym jest TyDziennik?

Moje podejście do blogowania

Blog bez IDEI, jest jak samochód bez silnika. Patrzę na niego z boku, wszystko wygląda w porządku, karoseria błyszczy w słońcu. Przyciąga uwagę. Problem tylko, że ten pojazd nigdzie mnie nie powiezie, nie pozostanę z nim na dłużej niż tylko na mgnienie mojego zainteresowania. Jakieś 9 sekund. Blog bez IDEI to tylko karoseria, jego widok porywa mnie tylko na chwilę.

Jak już pisałem wcześniej, dobry bloger przekazuje WARTOŚĆ poprzez HISTORIĘ i wyraża swoją OPINIE. W TyDzienniku staram się to robić jak najlepiej. Dowodem na skuteczność tego podejścia jest wzrost ilości stałych czytelników. Wracacie, bo kochacie historie, pragniecie wartości, chcecie poznać opinię. Tak już jest skonstruowany świat.

Na TyDziennik miałem prosty pomysł. Zająć się jedną historią przez jeden tydzień i porwać wasze serca. Zadziałało. Jest Was tutaj coraz więcej, czuję że robię to dobrze. Niestety wszystko to dzieje się za wolno. Dotarło do mnie, że TyDziennik to nadal tylko dobrze skrojona strona internetowa, cudna karoseria. Tylko gdzie jego IDEA?

Najpierw jest idea

IDEA przychodzi nagle

Kocham patrzeć na ewolucję IDEI. Przybywa z pustki. Wydaje się piękna, kusi mnie swoimi wdziękami i szepcze – Zajmij się mną kochasiu, współpracuj ze mną, a razem dobrniemy do celu. Gdy ulegam, okazuje się, że IDEA przywdziała piękną maskę, a w rzeczywistości jest po prostu brzydka. Nasza praca może uczynić ją piękna.

Każdy twórca spotyka na swojej drodze moment olśnienia, wtedy dopada go IDEA. Gdy skusi go swoimi wdziękami następuje twórcza paranoja. Istna mania, która pochłania człowieka. Julian Tuwim, którego znamy głównie z wierszy dla dzieci, zanim zawodowo pisał, przeżył wiele takich pasji w swoim dzieciństwie1. Historia rozpoczyna się delikatnie w 1904 roku od zbierania znaczków i motyli. Potem przyszedł czas na bziki. Najpierw hodowla zaskrońców i jaszczurek przywiezionych z Inowłodzka do Łodzi z wakacji. Potem kolekcja gazet po numerze z każdego wydania, której perełką było jakieś japońskie pismo za dwa ruble (co wprowadziło Juliana w długi, które spłacił pożyczając 3 ruble, na których spłatę pożyczył kolejne 4 itd.). Gdy gazety poszły w odstawkę zajął się chemią – bez sensu, planu, systemu. W głębi duszy tliło się tylko przekonanie, że przypadkowo dokona wielkiego odkrycia. Wybuch. Tak skończyła się ta pasja. W rękach chłopcu wystrzeliła niklowa rurka – koniec kariery chemika. Nie wyciągnął z tego nauczki więc po tym nastał bzik pirotechniczny. Wystarczyło wziąć trochę siarki, saletry i dodać kilka innych losowych składników, zwinąć to w gazetę (ze swojej kolekcji), podpalić na schodach kuchennych i w nogi! Potem była pasja do mechaniki. Wszystko co stworzył z reguły nie miało sensu ani funkcji. Po prostu działało. Po tym nastał czas na magię, potem zbieranie ziół, aż na w końcu przyszła mania do języków obcych, a miał wtedy piętnaście lat. Zapisał w tym czasie kilka zeszytów rojem słów w setkach egzotycznych języków. Był to hałas ludów, confetti słowników. W swojej manii poprosił ojca o napisanie listu do wielkich antykwariuszy w Lipsku – Hiersemanna i Focka – z prośbą o katalogi dzieł lingwistycznych. List podpisał Prof. dr Julian Tuwim. Sprytu mu nie można odmówić. W odpowiedzi dostał najlepsze pozycje jakie wtedy można było znaleźć na rynku i odrazu przystąpił do przepisywania najciekawszych słów. Pasja lingwistyczna doprowadziła go również do nietypowych sytuacji. 12 maja 1910 roku zapisał notkę: sprowadziłem do domu małego Chińczyka; ma 12 lat, nazywa się Tazi In Hien Tse. Cóż, twórcza paranoja nie zna granic.

Potem jest bzik

Ja zbierałem kamienie

Przeżywałem w dzieciństwie z podobnym nasileniem swoje bziki. Mając dziewięć lat, trochę nietypowo, zacząłem od zbierania kamieni. Dokładnie krzemieni o dziwnym kształcie i rozmiarze. Perełką kolekcji był krzemień wielkości głowy, który dumnie stanowił przeciwwagę w donicy dla przechylonego ogromnego kwiatka babci. Potem były dinozaury, karteczki, pokemony. Im byłem starszy tym bardziej dopadała mnie globalizacja, a szkoda. Kolekcję krzemieni uważam za najbardziej kreatywną.

Twórcza paranoja rozpoczyna się od IDEI, która przeradza się w pasję. Po pewnym czasie krzemienie zaczęła zbierać moja siostra, choć sam pomysł zbierania kamieni wydaje się być głupi. Robiłem po prostu to z taką irracjonalną manią, aż bez namowy zaczęła to robić sama. Później mój sąsiad.

=

W ten sposób dziś dotarło do mnie, że bez IDEI nie porwę Twojego serca. Każdy blog potrzebuje tego.

Aż garną się do Ciebie ludzie

TyDziennik i historia jego IDEI

Ostatnio czytam bardzo dużo dzienników twórców. Dostrzegłem wspólny mianownik w ich życiu. Wszyscy serdecznie nienawidzili wszelkiego rodzaju nawyków, walczyli z nimi, nazywali demonami, porównywali do zesztywniałych przedmiotów, które bolą i są niewygodne jak każdy przedmiot2. Nastąpiła po tym chwila refleksji. To tylko 9 sekund.

– Faktycznie, mają rację – pomyślałem. – Nawyki rujnują kreatywność.

Nagle olśnienie i krzyk w głębi duszy:

– Już wiem, czym będzie TyDziennik!

Od IDEI do czynu niedaleka droga. Szybko zabrałem się za pisanie i przygotowałem dziewięć punktów, które definiują TyDziennik. Skupiają się one wokół mojej IDEI. Teraz czas przekuć ją w pasję, manię, bzika! Oto…

Manifest TyDziennika

  1. Celem TyDziennika jest rozwój twórczego myślenia autora i czytelników
  2. TyDziennik ma wspierać wszelkie przejawy twórczości, propagować ją i rozpowszechniać
  3. Największym wrogiem twórczości, a tym samym TyDziennika, są nawyki
  4. Prócz tego wrogiem TyDziennika jest wszystko, co rujnuje kreatywność
  5. TyDziennik ma przekazywać ważne WARTOŚCI poprzez HISTORIĘ i być wyrazem OPINI autora
  6. TyDziennik ma regularnie zmieniać się na lepsze
  7. TyDziennik ma być również głosem czytelników
  8. Tydziennik nie lubi cyfry 8
  9. TyDziennik ma łączyć ludzi twórczych

Pięknie to wszystko się złożyło w całość. Po prostu moja IDEA brzmi: chcę być lepszym twórcą. TyDziennik będzie moim narzędziem, drogą, sposobem, bzikiem, manią i pasją. Jeśli też chcesz być bardziej twórczym zostań ze mną.

Źródła   [ + ]

TyDziennik | Patryk Korycki
Menu