#37 Uwielbiam Audi, ale się psuje

dokładniej to jest audi a3 8l 1.8 turbo 150 koni, maszyna jakich mało

Kumpel, pewnie znasz to uczucie przyspieszenia. Rżniesz na trójce do odcięcia, aż wbija w fotel, potem czwórka, piątka, aż licznika nie starcza. Wtedy można żyć, byle nie umierać na jakimś drzewie.

Mam Audi A3, 150 kuca. Ostatnio jednak zawiódł mnie ten samochód. Tak jak czasem zawodzą kobiety. Rozrząd, sprzęgło, koło dwumasowe. Oj, bolało po kieszeni.

Mało tego. Wróciłem z warsztatu, a już następnego dnia -15 stopni poniżej zera, więc oring od chłodnicy oleju pokazał takiego wała i pękł. 3 litry oleju na podwórku, samochód uziemiony, a ja w autobus i do pracy wio.

Ostatecznie doceniłem jazdę autobusem. Tyle chamstwa dawno nie spotkałem na jednym metrze kwadratowym. Bawiłem się przednio. Sobota. W końcu samochód znów naprawiony. No to jadę na zakupy.

Wjeżdżam na drogę szybkiego ruchu, przede mną Król Lew. No to co? Wyprzedzam. Zrównałem się. PFU. Pyr, pyr, pyr. Zadusił się, coś wystrzeliło i tak toczę się z górki patrząc na tyłek lwa. Gaśnie. Droga szybkiego ruchu. Przecież nie mogę stanąć na poboczu. Trudno, trzeba stanąć.

Chcę już wyjść. Patrzę w lusterko czy coś nie jedzie po równoległym pasie. No pewnie, że jedzie. Policja. Stanęli za mną, machnęli żebym wysiadł. Tłumaczę się co się stało, zajrzeli do silnika. Czarna magia. Odpalam na zawołanie policjanta, gaśnie. Drapie się po głowie. Dowodzik, prawo jazdy i dowód rejestracyjny po chwili zawołał i do samochodu każe wsiadać. Spisuje dane i o dziwo nie daje mandatu. Może dlatego, ze blachy z innego województwa. Może dlatego, że śmiał się z moich zdjęć – kudłate, faza poczwarki, krótkie włosy, a na żywo broda. Tak czy siak, kazał spróbować zjechać i sobie pojechali. No to ja męczę się pod maską i odkryłem, że jak odepnę przepływomierz powietrza to pojedzie. Wprawdzie byle jak się toczy, ale nie gaśnie. Więc wióra zjeżdżam w pierwszy zjazd póki nic się nie stało.

Cóż, wtedy po prostu poszła rura od powietrza, przepływomierz dusił silnik i tyle w tym temacie. Banał, a jak bolał. Znów samochód działa sprawnie.

Długo nie czekałem. Ucieszony wióra na drogi polne i w poślizg. W jedną, w drugą, ucieszony jak dziecko i jak dziecko w polu wylądowałem. Na szczęście udało mi się wyjechać. Odstawiłem samochód, wystarczyło mi tych ekscesów.

Dziś rano jadę do pracy. Znów droga szybkiego ruchu, w końcu sobie szybciej pojadę. Trójka i ogień. Nawet 70 km/h nie wskoczyło, a zaczęło telepać całym samochodem jak pralką podczas odwirowania. Ja już przestraszony, widzę te tysiące wydane na naprawę. Dojechałem spokojnie do pracy, poniżej 70 nic nie telepało. Czytam w internecie, że to przegub albo tarcze. No świetnie…

=

Na szczęście czarny scenariusz się nie spełnił. To śniegu napchało się w felgi i nie wiadomo gdzie. Tylko go wytrząsnęło, a znów mogłem grzać ile fabryka dała.

Uf. Tyle ekscesów z samochodem mi wystarczy. Niedługo w zupełności będę wiedział jak działa silnik i co gdzie jest.

Tak czy siak, uwielbiam Audi. Co z tego, że się psuje. Jest już pełnoletnie i może pić wysokoprocentowy alkohol.

Dziennik:

TyDziennik | Patryk Korycki